No i stało się. Dobra forma ostatnich tygodni poszukała okazji sama i w sobotę podbijam stolicę Dolnego Śląska na sponsorowanym przez Babolata turnieju ATP kategorii drugiej. Mam tylko nadzieję, że nie dadzą o sobie znać normalne u mnie turniejowe nerwy, bo turniej to jednak nie liga. Jest kilka spotkań do rozegrania, a porażka oznacza to co każdej drabince turniejowej najpiękniejsze. To jest sport naprawdę dla odpornych, bo na przykład, nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale w wielkim szlemie 127 zawodników jedzie do domu po przegranym meczu. Słownie studwudziestusiedmiu przegrywa swój ostatni mecz turnieju i możliwość rehabilitacji przed tą sama publicznością otrzymuje dopiero rok później.
A tak kompletnie już zbaczając z tematu
, kiedyś tak sobie myślałem, że to nie jest sport do kibicowania przez gorące nadwiślańskie głowy skażone poprzednim systemem, piłką nożną, żużlem i Janem Ciszewskim. Cały tydzień o niusów o Radwańskiej, której na drugim końcu globu wyśmienicie idzie. Wtorek, wygrana i awans do drugiej rundy. Środa, kolejny sukces i 1/4 finału. Piątek, wygrana w ćwiartce. Sobota, wiadomości sportowe podają informację o odpadnięciu po zaciętym meczu półfinałowym. Eh, znowu przegrała, słaba ta Radwańska. Nic z niej nie będzie, cholera, pewnie jeszcze z naszych podatków ją związek wspiera, a ona ciągle przegrywa. I faktycznie, od 2005 roku kiedy nasza Agnieszka przeszła na zawodowstwo, miała tylko 12 startów w których nie przegrała meczu. Na 166 startów to naprawdę zatrważająco niska skuteczność, pomyśli każdy nastawiony na strzelaniu goli czy rzucanie do kosza kibic. Tenis powinien mieć zawsze taki dopisek jaki widniał nad wejściem do jednego z popularnych niegdyś poznańskich klubów "afterowych" - We are not for everyone!
Kończąc, nadzieję na wygraną w całym jutrzejszym turnieju zamieniam na pragnienie jak najpóźniejszego odpadnięcia.
, kiedyś tak sobie myślałem, że to nie jest sport do kibicowania przez gorące nadwiślańskie głowy skażone poprzednim systemem, piłką nożną, żużlem i Janem Ciszewskim. Cały tydzień o niusów o Radwańskiej, której na drugim końcu globu wyśmienicie idzie. Wtorek, wygrana i awans do drugiej rundy. Środa, kolejny sukces i 1/4 finału. Piątek, wygrana w ćwiartce. Sobota, wiadomości sportowe podają informację o odpadnięciu po zaciętym meczu półfinałowym. Eh, znowu przegrała, słaba ta Radwańska. Nic z niej nie będzie, cholera, pewnie jeszcze z naszych podatków ją związek wspiera, a ona ciągle przegrywa. I faktycznie, od 2005 roku kiedy nasza Agnieszka przeszła na zawodowstwo, miała tylko 12 startów w których nie przegrała meczu. Na 166 startów to naprawdę zatrważająco niska skuteczność, pomyśli każdy nastawiony na strzelaniu goli czy rzucanie do kosza kibic. Tenis powinien mieć zawsze taki dopisek jaki widniał nad wejściem do jednego z popularnych niegdyś poznańskich klubów "afterowych" - We are not for everyone!
Kończąc, nadzieję na wygraną w całym jutrzejszym turnieju zamieniam na pragnienie jak najpóźniejszego odpadnięcia.
No comments:
Post a Comment